Akcja powrót po obiedzie, takim wczesnym obiedzie. W dzień wyjazdu zerwał się bardzo silny wiatr. Wiatr w jakim do tej pory nigdy nie jechałem, a doprowadził mnie do kliku zmian w moim motocyklowym outficie i potężnie mnie wymęczył.

Trasa najkrótsza z możliwych Wielką Pętlą Bieszczadzką w dół w kierunku Cisnej, gdzie Andrzej ruszył na swoją włoską przygodę i Leska. Już tutaj wiało, ale prawdziwa walka z wiatrem miała się zacząć na wysokości Sanoka. W otwartym terenie na sanockiej obwodnicy kilka razy mało mnie nie zwiało z motocykla. Cieszyłem się z tego, że Keeway jest ciężkim motocyklem, bo pewnie na czymś lżejszym leżałbym kilka razy na ziemi.

Po wjechaniu na drogę 835 wiatr trochę zelżał, ale nadal czuć było mocne podmuchy, które powodowały napięcie wszystkich mięśni, żeby się utrzymać na motocyklu. Tradycyjna przerwa w Dynowie, była bardzo krótka, bo chcieliśmy jak najszybciej dojechać do domu, bo walka z tym wiatrem nie zapowiadała szybkiej drogi.

Odpoczynek miałem również na wahadełkach do samego Przeworska, co kilka minut sie zatrzymywaliśmy na kilka minut.

Po zmianie województwa wiatr lekko zelżał, a powoli zachodzące słońce robiło efekt wow i twarz znowu sie cieszyła. Wiatr tak chłodził, ze musiałęm przy 20 stopniach jechać w bluzie, kurtce motocyklowej i puchowej kamizelce i dwóch parach rękawiczek.

Do tego wszystkiego tuż przed lublinem zaczeło… padać. To taka tradycja powrotu z Bieszczad, że pod Lublinem zaczyna padać.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Kuba

Daj follow