Rok 2017 to już historia, więc trzeba go podsumować. Było kilka klęsk, kilka sukcesów i sporo pracy nad realizacją marzeń.

Bieganie

Zdecydowanie za mało. Zdecydowanie za wolno, ale każdy kilometr był warty wysiłku. Generalny brak sukcesów, ale dychy zgodnie z założeniami, półmaratony to totalna kicha, a maratony mimo słabszych wyników niż te wymarzone przyniosły mnóstwo frajdy i pozytywnych uczuć.

Trafiłem na świetne buty, które po ostatniej wpadce z Nike ZOOM Elite, w końcu pozwoliły na w miarę bezbolesne pokonywanie dłuższych dystansów. Problem polega na tym, że zgubiłem jednego podczas podróży powrotnej z 39. PZU Maratonu Warszawskiego.

Przez jakąś niezidentyfikowaną chorobę, która na dwa tygodnie wyłączyła mnie z aktywności fizycznej, a tak na prawdę z każdej aktywności, musiałem opuścić 1. Półmaraton Lubelski ku mojej wielkiej rozpaczy.

W sumie w 2017 roku przebiegłem 863 km Co jest znacznym progresem po fatalnym poprzednim roku, ale dalej było daleko od oczekiwań. Życzę sobie, żebym wrócił przynajmniej do takich wyników jak 2013 czy 2014 roku, gdzie miałem w nogach ponad 1100 km. Teraz po kryzysie motywacyjno-czasowym mam nadzieje wrócić do regularności i odległości.

Podróże

Całe dwa wyjazdy weekendowe, które nie były związane z bieganiem. Najpierw majowy wyjazd na weekend w Bieszczady tylko z żoną. Jeszcze przed sezonem, ale już z klimatem.

Drugi wyjazd to już z dziećmi na przedłużony weekend na morze, gdzie przy okazji zrealizowałem swoje jedno małe biegowe marzenie, czyli bieganie po plaży.

Chill & Love

W minionym roku mnóstwo energii poświęciłem na uruchomienie projektu, który ma mnie przywrócić na rynek fotografii ślubnej. Na razie bez większych sukcesów, ale nie spodziewałem się, że takie będą. Mam nadzieje, że następny rok przyniesie już większe efekty pracy z ostatniego roku. Chill & Love stale się rozwija i bardzo mi się podoba ten projekt. Liczę, że Wam też przypadnie do gustu.

Jeśli ktoś z Was będzie potrzebował fotograf albo będzie chciał mieć bez napinkową sesję rodzinną to piszcie. 🙂

Blog

Blog dostał rykoszetem przez prace nad Chill & Love. Nie miałem już siły, żeby go rozwijać. Pod koniec roku pojawiło się kilka pomysłów na nowe wpisy czy reaktywacja cyklu Playlista Biegowa.

Blog troszkę podupadł, ale może się jeszcze podniesie i nie będzie tylko oparty na Ze Źródeł, które sprawia znowu dużo frajdy. Planuję lekkie zmiany na blogu, bo wypadną niektóre tematy już definitywnie, a inne może się pojawią. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś fajnego.

A jak Wasz rok? Udany? 2018 będzie lepszy albo jeszcze lepszy!

(Visited 1 times, 1 visits today)