Żyję w kraju absurdu dobrowolnie, ale nie mogę być pewny, kiedy zostanę upolowany. Okazuje się, że najbardziej uprzywilejowaną grupą ludzi po Izbie Skarbowej są myśliwi.

Jakiś czas temu po naszej ziemi przechadzali się myśliwi na polowaniu. Ubrani oczywiście w mega odblaskowe kamizeli i opaski. Trochę nas wkurzyło, że ktoś bez pozwolenia wchodzi na naszą działkę, co prawda nieogrodzoną, ale wyraźnie odznaczoną od innych terenów.

Poszperałem w Internetach, żeby znaleźć jakieś informacje na temat polowań na prywatnej posesji. To co znalazłem na różnych forach przyprawiło mnie o zawrót głowy.

Wchodzenie na prywatną posiadłość

Okazuje się, że podczas polowania koło łowiecki może sobie wejść na moją prywatną ziemię, ponieważ opłacili dzierżawę na polowanie na zwierzynę w lasach państwowych, a nawet jeśli jakaś sarna lub inny lis są na mojej ziemi to nie są moją własnością, więc myśliwy może polować i na mojej ziemi. Ja nie mam prawa nawet wylegitymować polujących, ani przetrzymać ich do przyjazdu jakiejkolwiek służby. Jedynym rozwiązaniem jest ogrodzić cały teren płotem, bo wtedy nie będzie ryzyka(?!), że na moją działkę nie wejdzie lis, sarna czy renifer.

Absurd polega na tym, że po mojej własności mogą chodzić bez mojego pozwolenia uzbrojeni ludzie tylko dlatego, że są myśliwymi i ratują zwierzęta poprzez odstrzał „najsłabszych” osobników. W tym wszystkim ja dalej mogę czuć się bezpiecznie w moim domu. Na dobrą sprawę powinienem mieć prawo do wezwania takich ludzi do rzucenia broni i poddania się, a w przypadku nie posłuchania powinienem ich ostrzelać w końcu są na mojej ziemi bez pozwolenia. Na usta ciśnie się tylko jedno słowo: Ku*wa!

Strzelanie na prywatnej posiadłości

W przypadku strzelania na prywatnej posiadłości też jest fajnie. Nie dość, że mogą wtargnąć nieproszeni na moją działkę to jeszcze w odległości nie mniejszej niż 100 m od posiadłości zabudowanej mogą regularnie strzelać. Nawet w kierunku mojego domu, bo zapomniano tego zabronić.

Podsumowując doszedłem do takiego wyniku: Myśliwy może wejść na moją działkę, może strzelać, bo zapłacił państwu za polowanie. A mnie? Może powinien mnie zapłacić, że mi mimozy podeptał albo że istnieje realne ryzyko postrzału i ucierpieć może moja perliczka, pies, ja lub o zgrozo moje dziecko.

Przypomniało mi się graffiti jakie widziałem na jednym ze sklepów: Ludzie myślcie to nie boli.

Jeśli ktoś mi powie, że polowanie na sarnę, lisa i zająca 20 km od sporego miasta to polowanie dla ratowania siebie (bo przecież z głodu zemrze jak nie upoluje czegoś do jedzenia) albo uratuje gatunek, bo słabsze osobniki powodują degenracje genetyczną to będzie to najlepszy dowcip roku. Myśliwi powinni polować tylko wtedy i tylko w takich miejscach, gdzie faktycznie jest to wskazane. Polowanie zrozumiem tylko w przypadku jeśli ktoś jest pustelnikiem i musi upolować sobie zająca, żeby coś zjeść, a ze skóry zrobi sobie czapkę na zimę, a nie żeby po wszystkim się pochwalić głową jelonka nad kominkiem!

Drodzy myśliwi jak chcecie sobie postrzelać to idźcie na strzelnicę! O!

(Visited 1 times, 1 visits today)