Motywacja do treningu

Ostatnio zauważyłem, że brak mi motywacji do wyjścia w deszcz czy inny upał. Nawet podczas biegu czuję, że już nie dam rady nogi przestają się kręcić i chce mi się zatrzymać, odpocząć, złapać oddech.

Do 36. Maratonu Warszawskiego pozostało 61 dni, a mnie ciągle coś przeszkadza w trenowaniu. Poczynając od przeciążonego kolana po Maratonie Lubelskim, przez odcisku wielkości głowy po kolejnym treningu, a ostatnio ból stopy. Teraz kiedy już wszystkie to dolegliwości minęły w końcu mogę wychodzić na treningi.

No i podczas biegu pojawia się kryzys, może nie ściana, ale jakoś już się nie chce biec. Nogi się nie kręcą, stopy też mówią, że ciepło, a do domu jeszcze 5 km.

Podczas ostatnich dwóch biegów odnalazłem nowy sposób na zmotywowanie się do biegu, nawet w ciężkich, upalnych warunkach lipcowego popołudnia. Wtedy wyobrażam sobie jak to będzie na mecie w Warszawie, że cieszę się z wyniku poniżej 4h. W głowie wtedy zostaje takie coś… jak się poddasz to nie będzie wyniku i znowu nogi się kręcą, lecę dalej. Po dotarciu do domu mam uczucie, że przybliżam się do celu wyznaczonego na najbliższy bieg maratoński.

Teraz czas na długie wybiegania. Na najbliższy weekend planuję przebiec jakieś 25-30 km. Nie ma zmiłuj! Jak się chce być Kenijczykiem to trzeba walczyć.

Tata dwóch Mrów, mąż najlepszej żony, biegacz, fan siatkówki, Barcy. Fotograf ślubny