Koszulki, czyli wełna merynosów rządzi

Dzisiaj wpis biegowy o koszulkach. Odkąd biegam, korzystałem już z wielu koszulek.
Chyba jak większość początkujących używałem koszulek Kalenji z Decathlonu. Niestety po tym jak zużyłem 3 w ciągu jednego roku (wyglądały dalej ładnie, ale ta woń…) musiałem znaleźć alternatywę, która nie zje całego mojego budżetu. Myślałem nad technologią Nike DriFit (sprawdziła się przy koszulce do gry w kosza) i kilkoma innymi firmami. Jak zwykle z ratunkiem przyszła moja żona. W prezencie od niej dostałem koszulkę Icebreaker z wełny merynosów. Koszulka raczej turystyczna, ale teraz nie wyobrażam sobie biegania w czymś innym. Jest lekka, dobrze izoluje jak to wełna i doskonale się w niej czułem biegając całe lato, nie było mi w niej za ciepło (pomimo czarnego koloru), a w zimie za zimno.

2. Maraton Lubelski, Bieganie, sprzęt

Cenowo jednak wychodzi dosyć drogo, ale naprawdę warto wydać te parę złotych więcej. Moja letnia koszulka po całym sezonie i wielu długi wybieganiach wygląda jak nowa. Czytałem nawet o teście koszulki z wełny merino jakiego dokonał jakiś Australijczyk (o ile dobrze pamiętam) chodził w koszulce 365 dni bez prania, a ona wredna nie chciała zacząć śmierdzieć i już. Ja się nie posunąłem do tak ekstremalnych prób, ale potwierdzam nie śmierdzenie koszulki 🙂
Osoba, która wymyśliła, że wełna merino jest dobra do produkcji ubrań powinna dostać Nobla. We wszystkich dziedzinach.

Dołącz do Newslettera
Tata dwóch Mrów, mąż najlepszej żony, biegacz, fan siatkówki, Barcy. Fotograf ślubny

9 Comments

  1. Pingback: wexperts
  2. Pingback: APKBucket
  3. Pingback: android apps
  4. Pingback: Skrota bilen
  5. Pingback: ama para hersey
  6. Pingback: masonry

Dodaj komentarz