VII Półmaraton Chmielakowy

1 Komentarz
VII Półmaraton Chmielakowy

Rozpoczęcie kolejnego, siódmego już sezonu startów, znowu w Krasnymstawie podcza VII Półmaratonu Chmielakowego. To był mój ósmy półmaraton, a czwarty podczas Chmielaków. Zapraszam na relację z tego biegu. 

Pogoda

Zgodnie z oczekiwaniami i niepisną tradycją na Półmaratonie Chmielakowym musi być słonecznie, gorąco i sucho. Tak było i tym razem. Wysoką temperaturę odczuć można było już od 8. Pełne słońce, bezwietrzna pogoda i temperatura w okolicach 30ºC. Fajnie do kibicowania, ale trudniejsze do biegania.

Trasa

Trasa, jak pogoda mało się w Krasnymstawie zmienia i dobrze. Jest bardzo ciekawa, zróżnicowana i pięknie położona. Dużo solidnych podbiegów, mieszana nawierzchnia to recepta na brak nudy podczas biegu. Jedyny minus tej konfiguracji trasy to wąskie pierwsze 3 kilometry. Trasa poprowadzona przez ścieżkę rowerową, potem 3,5 kilometra asfaltem, 7 kilometrów leśną drogą i ostatnie 7 kilometrów znowu asfaltem z dwoma potężnymi podbiegami pod koniec 16 kilometra i na początku 19.

Bieg

Do Krasnegostawu dotarłem na 40 minut przed startem. Trzeba było odebrać pakiet, co poszło bardzo sprawnie, zawiązać buty i stawić się na start. 

VII Półmaraton Chmielakowy

Start

Na starcie ustawiłem się pod koniec stawki. Uznałem, że nie ma sensu się wciskać do przodu, bo i tak na pierwszych kilometrach tempo ustawi stawkę.

Pierwsze 7 kilometrów

Pierwsze metry po starcie to beig w dużym tłumie, ale szybko złapałem zakładane na pierwsze kilometry tempo w okolicach 5’00″/km. Chciałem szybciej zacząć, żeby zostawić sobie zapas czasu na końcówkę biegu. Pierwsze cztery kilometry pokonane wspomnianym tempem do pierwszego podbiegu, po którym tempo spadło do poziomu 5’20″/km i dalej szło wszystko zgodnie z planem.

Las

Na koniec 7 kilometra rozpoczął się leśny siedmiokilometrowy odcinek trasy. Podbiegi i zbiegi w lesie były wyzwaniem tego odcinka, całe szczęście był cień. Tempo biegu lekko spadło, ale dalej bylo zadowalające do drugiego leśnego wodopoju, na 11 kilometrze. Kolejny podbieg dał w kość na tyle, że musiałem przejść w marsz. Mieśnie pracowały jak trzeba, ale pojawiły się oznaki… głodu. Całe szczęście batonik z kieszeni dał zastrzyk energii i wróciłem do biegu w całkiem dobrym tempie. Na koniec leśnego etapu usytuowany pierwszy od 5 kilometrów wodopój… żałuje, że nie zrobiłem zdjęcia z jakich pięknych naczyń nalewano wody do kubeczków.

7 kilometrów do mety

Pierwsze trzysta może czterysta metrów tego etapu to marsz, korzystałem jeszcze z ostatnich fragmentów cienia. Wróciłem do biegu przed jednym z gigantycznych podbiegów na początku 17 kilometra, który już dwa lata temu dał w kość. Tym razem pokonałem go śpiewająco.  Kolejne dwa kilometry to powolny bieg z jedną przerwą na marsz. Średnie tempo biegu spadło do poziomu 5’33″/km czyli dalej było zadowaljące. Marszu w towarzystwie jedngo z biegaczy to była świetna okazja do krótkiej rozmowy o bieganiu. Wróciłem do biegu. na 18 kilometrze nadszedł największy kryzys jaki mi się przytrafił od dwóch lat… dopadł mnie ponownie straszny głód, a po batoniku już nie było śladu. Nie miałem z czego biec, ale starałem się nie iść, a jak najwięcej truchtać, tak przeczłapałem ostatnie dwa kilometry. Linia mety pokonana lekkim truchtem. 

Za linią mety kolejka po najlepsze, bo zimne piwo i po makaron… pierwszy raz od baaardzo dawna wciągnąłem posiłek regenracyjny po biegu, tak głodny byłem, że za nim usiadłem już skończyłem jeść.

VII Półmaraton Chmielakowy

Wynik

Przed startem chiałem zmieścić się w 2 godzinach. Bieg był spokojny z jednym kryzysem, więc nie mogłem narzekać. Kontrolowałem tempo przez 18 kilometrów i całe szczęście wystarczyło. Rzutem na taśmę 2 godziny pękły 🙂

Czas Brutto: 2h00’32”
Czas Netto: 1h59’47”
Miejsce w kat. Open: 331
Miejsce w kat. M30: 119

Oficjalne wyniki do pobrania tutaj.

Wrażenia

VII Półmaraton Chmielakowy

Jak co roku sezon biegowy zaczyąłem w Krasymstawie, gdzie Półmaraton jest imprezą dodatkową przy opkazji Chmielaków. Piwo na mecie smakuje kapitalnie i jeszcze wybór piw na rynku. Luźna atmosfera tego biegu nie powodowała presji na wynik, a pogoda i uczucie głodu skutecznie uniemożliwiły mi walkę z brakiem tej presji 🙂 Bardzo fajny bieg z najlepszymi kurtynami wodnymi w kalendarzu biegowym 🙂

W Krasnymstawie widzimy się za rok, a teraz ostatnia prosta przed najbliższym startem i głównym biegiem pierwszej części sezonu 2018/2019, czyli 40 PZU Maratonem Warszawskim.