4. Maestrocafe Półmaraton Chełmski

Tradycyjnie zamykam mój sezon starowy w Chełmie podczas Półmaratonu Chełmskiego. Fajna atmosfera, ciekawa trasa i walka z warunkami pogodowymi. Taka chełmska norma 🙂

Pogoda

Jak co roku w Chełmie warunki pogodowe biegaczy nie oszczędzają. Mimo wyjątkowo zimnego maja ostatnia niedziela była znowu upalna. Podczas biegu było 26°C w cieniu, ale cienia nie było zbyt wiele. Sytuacje ratowały sporadyczne powiewy wiatru.

Trasa

Trasa to kolejny obok upału tradycyjny element biegu w Chełmie. Bieganie jak to na lubelszczyźnie trochę pod górę, trochę z góry z małą ilością płaskiego.

Bieg

Ustawiłem się na starcie pod sam koniec stawki, to też tradycja tego biegu 🙂 Po starcie szybko złapałem swój rytm z prekościa 5’06″/km. Pierwsze dwa kilometry to w miarę płaska trasa, ale chwilę po minięciu flagi na końcu drugiego kilometra rozpoczął się podbieg, który mnie nie zatrzymał, nogi były jeszcze świeże, więc pokonałem go lekko. Następne dwa kilometry to lekki podbieg i zbieg, to była część bez historii i walki. Biegło mi się lekko ze stałym tempem. Pierwszy duży sprawdzian to podbieg na koniec 9 kilometra. Tym razem pokonałem to wzniesienie biegiem (nie jak rok temu) i poszło całkiem dobrze. Skrócony krok i lekko zmniejszona prędkość i się udało. Teraz długa prosta, gdzie spotkał nas niesamowity doping 🙂 (dzięki). Pod koniec 11 kilometra najlepszy punkt odżywczy jaki widziałem podczas mojego biegania 🙂 Znowu jestem pod wielkim wrażeniem zimnej pomarańczy 🙂 Chwilę później, nogi zaczęły mi się lekko uginać i musiałem zrobić przerwę. Przeszedłem około 500m i wróciłem do biegu ze znacznie niższą prędkości i bez wcześniejszej lekkości. W połowie 13 kilometra spotkało mnie coś baaardzo dziwnego, biegliśmy ścieżką rowerową i musieliśmy zmienićstronęulic przez przejście dla pieszych, przy ruchu samochodów, bez zabezpieczenia wolontariusza czy policjanta. Mam nadzieje, że to przypadek i się już nie powtórzy nigdzie w startach. W połowie 15 kilometra podczas mojej przerwy na marsz minęła mnie Karolina, która krzyknęla, żeby ścigać buty 🙂 Zrobiłem to jednak dopiero po następnym kilometrze przy wbieganiu na odcinek po ścieżce rowerowej wzdłuż rzeki . Biegnąc bez butów złapałem znowu ten rytm i lekkość biegu z początku. Moje tempo był znacznie szybsze, bo wzrosło do 4’40″/km!! Aż się wierzyć nie chce. Kiedy wróciliśmy na asfalt znowu jednak musiałem przetykać bieg marszem. Ostatnie dwa kilometry to walka ze zmęczeniem i coraz wolniejsze pokonywanie trasy. Byłem wykończony temperatu. Ostatni lekki podbieg w parku i upragniona meta. Bieg cakowicie bez historii.

Wynik

Wynik lepszy niż się spodziewałem bo zmieściłem się w 2h, ale nie powala. W zasadzie zakończenie słabego sezonu nie mogło by szałowe. Miesce w kategorii M30 dokładnie takie samo jak w ubiegłym roku 🙂

Czas Brutto: 1h59’06”
Czas Netto: 1h58’38”
Miejsce w kat. Open: 160
Miejsce w kat. M30: 50

Oficjalne wyniki do pobrania tutaj.

Wrażenia

Organizacja biegu miała swoje małe minusy. Wspomniana historia z przejściem dla pieszych była chyba największym niedociągnięciem. Większość trasy zabezpieczona bardzo dobrze i bez zastrzeżeń.

Bardzo ciężki bieg przez upał i brak cienia.

Bieg boso też spowodował lekkie obtarcia, a dyskofort następnego dnia był spory. Postanowiłem, że w tym roku koniec z głupotami trzeba wrócić do biegania, regularnego i w miarę szybkiego, bo trzeba się rozprawić z wynikami w jesiennej części sezonu 2017/2018.