Trzecia Dycha do Maratonu – Sezon 5.

2 komentarze

Pierwszy start w tym roku, nie mógł być super udany, bo choroby i inne problemy wybiły mnie z rytmu biegowego, ale głównie chodziło o zabawę i niezamarznięcie.

Pogoda

Było wszystko czego nie lubię… mróz i wiatr (choć nie taki straszny). Mróz co prawda był mniejszy niż prognozowany jeszcze dwa dni przed biegiem, ale -8°C , które momentami odczuwane było jako sporo mniej to nie jest moja ulubiona aura do biegania.

Trasa

Grafika pochodzi ze strony organizatora www.maraton.lublin.pl

Trasa tegorocznej nocnej Dychy do Maratonu to nowość. Dość wymagająca ze sporą ilością solidnych podbiegów. Pierwsza część biegu, do 6 kilometra to właśnie wspomniane podbiegi, a druga część to proste i zbiegi. Sam finisz też pod lekkie wzniesienie przypomniał mi ostatnie metry Pierwszego Maratonu Lubelskiego.

Bieg

Na starcie ustawiłem się, zgodnie z możliwościami, pod koniec strefy 45′. Start szeroki jak, chyba nigdy dotąd, co pozwoliło na w miarę szybki bieg od początku. Pierwsze dwa kilometry zmagałem się z… zamarzającymi dłońmi, (bo po co zakładać rękawiczki na mróz, nie?), dzięki czemu nie poczułem trudności podbiegu na ul. Piłsudskiego. Kolejne kilometry to był równy bieg, cały czas w tej samej grupie. Podbieg na ul. Filaretów to drugie większe wzniesienie i pierwszy sprawdzian.  Tempo utrzymałem, wzniesienie pokonane bez większych problemów. Pod koniec piątego kilometra rozpoczął się pierwszy większy zbieg, a mnie jak zwykle na zbiegach zaczęli mijać biegacze, ale zaraz nadrobiłem do „mojej” grupki na wzniesieniu na ul. Lesława Pagi, ostry, krótki podbieg, ostatnie wzniesienie na trasie teraz można było przycisnąć… tyle, że rozwiązała mi się sznurówka i wybiło mnie to z rytmu. Przebiegłem kolejne 500m i… drugi but. Straciłem na tym interesie ze sznurówkami około minuty, bo zgrabiałe palce nie chciały współpracować. 7 i 8 kilomter to stały element tras Maratonu Lubelskiego i trzecich Dych, długa prosta na al. Racławickich i Krakowskim Przedmieściu, gdzie starałem się nadgonić stracony na wiązanie sznurówek czas. Do mety pozostały dwa konkretne zbiegi, zaskakująco dobrze mi poszły, bo nikt mnie nie wyminął, a ja doganiałem grupkę, która uciekła mi w połowie dystansu. Finisz spokojny bez szarpania i zbędnego szarżowania. Na zegarze 48’53”.

Wynik

Szału nie mogło być, bo forma jest słaba. Całe szczęście obyło się bez kryzysów i dramatów. Był to mój najsłabszy atestowany wynik w cyklu Dych do Maratonu. 40″ szybciej pobiegłem trzy lata temu, ale wtedy w ostatnim biegu z cyklu ustanowiłem swoją do dziś nie pobitą życiówkę. Jest nadzieja 😉

Czas Brutto: 48’53”
Czas Netto: 48’34”
Miejsce w kat. Open: 442
Miejsce w kat. M30: 170

Oficjalne wyniki do pobrania tutaj.

Wrażenia

Jakie mogłem mieć wrażenie? Było zimno, ciemno, jestem bez formy. Było super! Dychy do Maratonu to najfajniejszy cykl biegowy, ever! To była moja 19 Dycha do Maratonu i mogę powiedzieć, że chyba najlepsza, mimo słabego wyniku.

Chociaż dochodzą do mnie słuchy o potraceniu przez samochód jednego z biegaczy to uważam, że zabezpieczenie trasy idzie w dobrą stronę, chociaż wiadomo, że dużo pracy przed organizatorami i przede wszystkim przed władzami miasta. Mam nadzieje, że utrzymamy standard z pierwszej połowy trasy, gdzie ruch samochodowy na trasie był zerowy!

Teraz czekam do ostatniej dychy i szlifuję formę na dobry wynik!

PS. Do Maratonu pozostało 84 dni! 84!!! #MLrewanż