Do Warszawy na 38. PZU Maraton Warszawski jechałem z pozytywnym nastawieniem i dużymi oczekiwaniami. Pogoda zapowiadała się dobrze, trasa była łatwa i szybka, forma fizyczna również najlepsza od lat. Co mogło pójść nie tak? Zapraszam was na relację z biegu.

Pogoda

Pogoda była prawie idealna. Było około 18°C, choć na starcie było… rześko, bezwietrzenie i prawie bezchmurnie. Najważniejsze, że w końcu nie biegłem w upale w pełnym słońcu.

Trasa

maratonwarszawski_trasa

Trasa Maratonu Warszawskiego w mojej perspektywie jest zawsze łatwa, bo porównuję ją do trasy lubelskiej. Bardzo mała różnica w wysokościach, praktycznie bez podbiegów, a jeśli to są to lekkie wzniesienia. Trasa ciekawa szybka z możliwością bicia życiówek.

Bieg

Start - 38. PZU Maraton Warszawski

Na starcie ustawiłem się tuż przed pacemakerem na 3h45′, tak, żeby mieć przed kim uciekać i kogo gonić. Na kilka minut przed wystrzałem startera dołączył do mnie na starcie Piotrek, kolega z CrossFit Czechów. Wystartowaliśmy jakieś 2 może nawet trzy minuty po elicie. Pierwsze 5 kilometrów to bieg w tempie poniżej 5’10″/km i doszliśmy grupę na 3h40″. Biegło się lekko, może nawet zbyt łatwo. Tempo utrzymywaliśmy obiecujące przez następnych 5 kilometrów. Przed punktem odżywczym przed 10 km straciłem z oczu Piotrka i musiałem sam zmierzyć się z szybkim biegiem grupy. Po 2-3 kilometrach Piotrek dobiegł do mnie i na Wilanów wbiegliśmy razem. Poczułem tutaj pierwsze problemy. Nogi, które przebyły ponad 16 kilometrów zaczynały się kręcić z coraz większym oporem, ale się nie poddawałem. To właśnie na tym odcinku pojawiło się coraz więcej zaangażowanych w doping kibiców, co bardzo mi pomagało, a piątki przybijane z dzieciakami dawały trochę mocy. Na 20 kilometrze zacząłem odstawać od Piotrka, który trzymał się grupy, a ja zwolniłem. Zaraz za połówką zaczęły mnie łapać skurcze… te same skurcze, co w Lublinie. Walczyłem z nimi biegnąc, co chwilę przechodząc w marsz. Mijały mnie kolejne grupy najpierw trzy na 3h45′ potem na 3h50′ z którą zabrałem się na kolejne 5 kilometrów. Zaraz za mostem Świętokrzyskim uciekła mi ostatnia grupa na 3h50′, a ja walcząc ze skurczami w drugiej nodze podpiąłem się pod następne grupy 3h55′ z którymi przebyłem następne 4 kilometry. Zaraz za ostatnią strefą zmian w sztafecie na 33 kilometrze skojarzyłem, że ból moich nóg może być związany z butami. Pamiętacie, że się zachwycałem moimi Nike’ami… już mi przeszło i to bardzo. Chwilę później postawiłem wszystko na jedną kartę. Zdjąłem buty i… złapałem drugi oddech kolejne 3 kilometry przebyłem bardzo dobrym tempem w samych skarpetkach osiągając chwilami prędkość poniżej 4’55″/km. Pierwszy raz w życiu biegłem bez butów po asfalcie i okazało się, że stałem się atrakcją turystyczną :). Potem zmęczone skurczami nogi już nie podawały i musiałem przechodzić znowu w marsz. Ostatnia prosta. Biegłem już na oparach, ale stwierdziłem, że ostatnie metry muszę biec, pomogła mi jedna z debiutantek (dzięki ci bardzo za motywację). Meta… a zaraz za nią oberwało się przeklętym butom i chyba słusznie.

A metę, żeby zadziałał chip pokonałem tak:

172-20-23-101_01_20160925132320750_timing

Wynik

O wyniku ciężko cokolwiek powiedzieć. Znowu mierzyłem się głównie z bóle i trudnościami. Miała być walka o życiówkę, skończyło się na walce o dotarcie do mety.

Medal - 38. PZU Maraton Warszawski

Czas Brutto: 4h23’21”
Czas Netto: 4h19’51”
Miejsce w kat. Open: 3323
Miejsce w kat. M30: 1331

Oficjalne wyniki do pobrania tutaj.

Wrażenia

Wrażenie z biegania w Warszawie, co rok mam podobne. Świetnie zorganizowane punkty odżywcze, bardzo fajna oprawa biegu z punktami muzycznymi. I przede wszystkim świetni kibice. Tylu piątek mocy dawno się nie na przybijałem. Doping na trasie to jeden z powodów dla których chętnie wracam na Maraton do Warszawy.

Wynik może rozczarowywać, ale od połowy dystansu wiedziałem, że nic wielkiego z tego biegu nie wyciągnę. Przynajmniej namierzyłem powód moich problemów ze skurczami. Następne zawody biegnę w jakiś moich starych butach, które nie narażą mnie na ból. Byłem dobrze przygotowany fizycznie, ale zawiodło przygotowanie sprzętowe. Mięśniowo z perspektywy dnia po maratonie jest całkiem dobrze, chociaż łydki są lekko obolałe od skurczy, ale jest zdecydowanie lepiej niż po majowym Maratonie Lubelskim. Spodobało mi się też bieganie bez butów, chociaż całej trasy chyba bym nie pokonał.

38. PZU Maraton Warszawski przeszedł do historii. Kolejne bieganie w zawodach już w najbliższą niedzielę w Pierwszej Dysze do Maratonu w Lublinie.

A Wy coś wybiegaliście w tym tygodniu?

(Visited 1 times, 1 visits today)