Trzy tygodnie po Maratonie Lubelskim stanąłem na starcie 3. Półmaratonu Chełmskiego, żeby zakończyć sezon startowy 2015/2016. Nie oczekiwałem po tym starcie niczego nadzwyczajnego pod względem wyników. W obecnej dyspozycji planem maksimum było poprawienie czasu z ubiegłego roku, czyli 1h46’34”, a planem miniumum było zmieszczenie się w 2h. Wszystko zależało od pogody…

Pogoda

… a ta dopisała, ale tylko kibicom. Było gorąco, aż za bardzo, bo temperatura na samochodowym termometrze pokazał 33°C na słońcu. Dodatkowo słońce paliło bardzo mocno, ale całe szczęście nie było dużej wilgotności. Brak wiatru też nie pomagał w schłodzeniu się.

Trasa

Trasa biegu była bardzo podobna, a może nawet  identyczna jak ta z ubiegłego roku. Długie proste, mocne podbiegi i mało cienia. Nawierzchnia trasy to połączenie chyba wszystkich możliwych w miejskim bieganiu, był bruk, kostka brukowa i asfalt. Trasę oceniam jako wymagającą, ale nie jakoś ekstremalnie.

mapa22okrojona

Na starcie ustawiłem się w środku stawki, tam gdzie moje miejsce.

Tradycyjny selfik przed startem. Dzisiaj biegam w Chełmie w 3. Półmaratonie Chelmskim #bieganie #chełm #running #halfmarathon

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kuba Osiński (@kuba.osinski)

chelmhalfmarathon001 chelmhalfmarathon002

Pierwsze dwa kilometry to był lekki podbieg, ale trzymałem tempo na 1h45′, czyli 5’00/km. Biegło się dość lekko i zapowiadało się obiecująco. Potem przyszedł czas na pierwszy duży podbieg, na którym tempo lekko spadło, ale wynik dalej był niezagrożony. Potem solidny zbieg na którym nie puściłem się w dół, ale kontrolowałem prędkość aby utrzymać rytm. Piąty kilometr to bieg w małej grupie, ale czułem, że zbliża się jakiś kryzys, który dopadł mnie przed największym i najdłuższym podbiegiem na trasie, pokonanym marszem, żeby nie przeholować. Zaraz po zakończeniu podbiegu wróciłem do biegu, ale wolniejszym tempem niż zakładane. Już wiedziałem, że wynik będzie słabszy niż plan maksimum, więc przeszedłem na plan minimum. Koniec 10 kilometra to magiczne miejsce, punkt odżywczy z bananami i pomarańczami, który dodały mi energii i umożliwiły powrót do walki o wynik. Bez szaleństwa, ale wróciłem do średniego tempa 5’25″/km, co dawało nadzieje na lekką poprawę zakładanego wyniku. Teraz lekki zbieg w tempie 5’00” , czyli znaczne przyspieszenie. Po wbiegnięciu na kolejną długą prostą całkowicie odsłoniętą  utrzymywałem zakładane tempo. Zbliżał się  zbieg na ścieżkę rowerową wzdłuż rzeki na której dopadł mnie kolejny kryzys. Musiałem znowu przejść do marszu, ale na krótko i po powrocie na asfalt wróciłem do biegu na kolejny kilometr choć tempo było bardzo powolne. Przed kolejnym punktem odżywczym, gdzie podawano wodę w małych butelkach (bardzo fajny patent) oraz banana musiałem na krótko odpuścić. Po chwili marszu przeznaczonym na posiłek wróciłem do biegu i już do mety nie zwolniłem. Tempo na ostatnim kilometrze chwilami osiągało 4’45”. Meta osiągnięta, ale wynik nie zwala z nóg, choć w takich warunkach jest satysfakcjonujący.

Ostro było. Gorąco. Ale dałem radę. #bieganie #halfmarathon #running #chełm #półmaratonchełmski

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kuba Osiński (@kuba.osinski)

Wynik

Upał i słońce razem ze słabszą formą dały rezultat o 10 minut słabszy niż w ubiegłym roku. Warunki były jeszcze cięższe niż poprzednio. Porównując wyniki z zeszłego roku i z dzisiejszego biegu rzuciło mi się w oczy, to, że mimo znacznie słabszego czasu w klasyfikacji Open byłem tylko 17 pozycji niżej, a na mecie zameldowała się podobna liczba biegaczy.

Czas Brutto: 1h56’40”
Czas Netto: 1h56’24”
Miejsce w kat. Open: 131
Miejsce w kat. M30: 50

Oficjalne wyniki do pobrania tutaj.

Wrażenia

Mimo słabszego wyniku jestem z niego zadowolony. Nie przeszarżowałem, bo nie było po co. Kryzys przyszedł w trochę mało oczekiwanym momencie, ale pokonałem go, więc jest ok. Potrzebowałem takiego biegu, żeby trochę wróciła wiara w moje możliwości. Ostatnie treningi nie napawały optymizmem, a ten start dał pokłady nadziei na poprawę.

Organizacyjnie bardzo mi się podobało, choć odrobinę mniej niż w zeszłym roku. Ponownie odzywa się ruch kołowy podczas biegów na Lubelszczyźnie. Miałem na plecach autobus i dwa samochody, ale nie to było najsłabsze. Tragicznie zachowali się Strażnicy Miejscy, bo jeden z nich puścił samochód dosłownie na sekundę przed tym jak wbiegłem na skrzyżowanie, gdybym nie odpuścił kroku to miałbym bardziej płaskie stopy. Wolontariusze natomiast dali radę na całej linii, świetnie zabezpieczali uliczki, a punkty odżywcze były świetnie zorganizowane. Organizatorzy zapewnili bardzo dużo wody, co było niezwykle potrzebne.

Na ostatnich metrach minąłem jednego z biegaczy, który niestety został pokonany przez pogodę. Kiedy obok niego przebiegałem jeszcze mówił, że wszystko jest ok, ale kilka metrów dalej jak się obejrzałem już potrzebował pomocy. Mam nadzieje, że wszystko w porządku i widzimy się za rok! Trzymaj się chłopaku!

(Visited 1 times, 1 visits today)