37. PZU Maraton Warszawski

15 komentarzy

Koniec września to od trzech lat start w Maratonie Warszawskim. Kluczowy start tej jesieni był podsumowaniem okresu przygotowań, które zaczęły się w czerwcu. 

Oczekiwania na ten bieg był jasne, osiągnąć jak najlepszy czas i zbliżyć się do granicy 3h50″. Łatwa trasa sprzyjała biciu życiówek i osiąganiu dobrych wyników.

Pogoda

Dzisiaj maiło być 18° i pełne zachmurzenie… wyszło troszkę inaczej. Bezchmurne niebo i temperatura około 20° w cieniu. Początkowo trochę mi przypiekło, ale z biegiem czasu było coraz lepiej. Całe szczęście uniknęliśmy deszczu.

Trasa

Trasa 37. PZU Maratonu Warszawskiego po raz ostatni miała metę na Stadionie Narodowym. Była płaska prawie cały czas, ale na nudę chyba nie można było narzekać.

MAPA_MARATON_pl2

Przed startem ustawiłem się za pacemakerem, który miał za zadanie doprowadzić nas do mety na czas 3h40′.

IMG_0246

Tempo chciałem trzymać w tej grupie jak najdłużej, żeby później odpuścić i dobiec w czasie około 3h45′. Pierwsze kilometry to bieg w dużym tłumie, który rozłożył się na szerokich ulicach. Szybko pacemakerzy ustalili tempo, które było jak dla mnie ciut za szybkie, 5’05″/km. Bieg układał się całkiem dobrze, równe stałe tempo, bez szarpania.

IMG_0248

Czasami tempo schodziło poniżej 5’00″/km. Na końcu Łazienek straciłem kontakt z Bartkiem, z którym przebiegłem już dwa maratony. Teraz rozpoczęła się najdłuższa prosta w maratonie z jaką się spotkałem, około 10 kilometrowy odcinek nad Wisłą. Tuż przed tunelem pacemaker niepokojąco zwolnił i postanowiłem pobiec trochę szybciej. Przez następne 8 kilometrów biegłem przed tą zorganizowaną grupą, ale w takiej nieformalnej grupie. Pacemaker i jego grupa wyprzedziła mnie na 31 kilometrze pomimo, podkręcenia tempa do 4’55”. Na koniec 32 km, kiedy napotkał mnie lekki kryzys, przebiegliśmy przez bramę z napisem „Teraz zaczyna się ściganie”. Kryzys minął i zacząłem pościg za grupą przy okazji starałem się podrywać do walki jak najwięcej biegaczy, którzy już przechodzili w marsz. Teraz jedyny podbieg, a w zasadzie „podbieg”. Było to lekkie wzniesienie, które bardziej można było nazwać garbem niż podbiegiem. Następny kilometr to walka ze sobą, żeby nie przeholować z tempem w pościgu za grupą, która zaczęła mi uciekać. Nadszedł niestety 38 kilometr. Niestety, bo poczułem niezidentyfikowany ból uda. Nie pomogło rozciąganie  i musiałem przejść w marsz. Pierwszy marsz podczas maratonu od 2. Maratonu Lubelskiego. Próbowałem kilka razy wrócić do biegu, a na stałe udało się to na 40 km, kiedy za plecami zobaczyłem baloniki następnej grupy. W głowie pojawiła się myśl, że mógł być piękny wynik, a dogania mnie grupa na 3h50′. Nawet nie wiecie jaka radość mnie opanowała jak zobaczyłem na baloniku napisane 3:45. 3:45!!! Siły do biegu wróciły, ale rytmu już nie odzyskałem. Tuż za plecami pacemakerów wbiegłem na płytę Stadionu Narodowego. Na zegarze 3h47’15”. Pięknie, życiówka pobita o 10 minut. Tak 10 minut!

IMG_0250Wynik

Bardzo dobry bieg, dałem z siebie maxa. Szybciej już nie byłem w stanie dobiec do mety. Przy okazji osiągnąłem planowany wynik. Średnie tempo biegu na poziomie 5’16″/km to o 4″ lepiej niż planowałem.

Czas Brutto: 3h47’27”
Czas Netto: 3h45’14”
Miejsce w kat. Open: 1934
Miejsce w kat. M30: 798

Oficjalne wyniki do pobrania Tutaj.

Przy okazji 37. PZU Maratonu Warszawskiego odbyły się I Mistrzostwa Polski Blogerów w których zająłem 19 miejsce wśród mężczyzn. Mogę uznać to pewien sukces 🙂

Wrażenia

Szósty bieg na królewskim dystansie chciałem zakończyć z solidnym wynikiem. No i to się udało. Z wyniku jestem bardzo zadowolony. Organizacja biegu to najwyższa półka. Genialnie przygotowane punkty odżywcze. Wolontariusze starali się, żeby pomagać nam w osiągnięciu najlepszych wyników. Spisali się na nie jeden medal! Wielki szacun. Kibice też dopisali hasła jakie mieli przygotowane nieraz doprowadziły mnie do śmiechu. Piątka mocy i przybij piątkę jak masz niezły tyłek to moi faworyci!

Dałem z siebie maxa i dzisiaj nie było szans na lepszy wynik. W obecnej dyspozycji i w tych warunkach pobiegłem tak, że nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że choć na moment odpuściłem, a nie powiniem. Jestem zadowolony z dzisiejszego biegu.

Kto biegł? Chwalcie się wynikami.