Jak biegać po wsi i nie dać się pożreć bestiom?

17 komentarzy

Pomysł na powstanie tego tekstu kiełkował w mojej głowie jeszcze zanim przeprowadziłem się na wieś.

Słyszałem opowieści o tym, że ludzie nie zamykając obejść przyczyniają się do tego, żeby ich psy-bestie wybiegały za każdym kto przechodzi, a nie wspominając o uciekającym świecącym czymś. Z doświadczenia w bieganiu po mieście zauważyłem, że najbardziej zainteresowane zjedzeniem biegacza są małe pieski pokroju chiuaua albo inne giganty. No dobra raz zdarzyło mi się, że biegł za mną lis w Parku Saskim, ale był chyba pokojowo nastawiony.

Unikaj terenu zabudowanego

Dobrym sposobem na uniknięcie pożarcia jest wybieranie ścieżek poza „terenem zabudowanym”, ale jest ryzyko takie, że tam nas strasznie wywieje. Każdy kto próbował biegać poza miastem czy lasem, czyli po polach wie, że lekki wiatr jaki odczuwamy w mieście na otwartej przestrzeni zamienia się w huragan, który chce nas zwiać… prosto w paszczę jakiejś bestii.

#nofilter #running #bieganie #instapoland #igpolska #sky #clouds #niebo #storm #road

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kuba Osiński (@kuba.osinski)

A co jak nie ma możliwości mijania terenu zabudowanego?

Biegaj wzdłuż tych samych płotów

Innym sposobem na uniknięcie zostania przekąską lub bardziej przegryzką jest regularność. Zauważyłem, że jak biegam regularnie obok tych samych płotów i tych samych psów one przestają zwracać na mnie uwagę lub nawet przybiegają się przywitać (bo wtedy jestem już swój i nie trzeba mnie zjadać). W kilka tygodni od rozpoczęcia mojego biegania po wiejskich terenach i wybraniu stałych ścieżek zdążyłem już poznać w większości te bestie. Teraz biegnąc przy płocie psy już nawet na mnie nie szczekają, a tylko eskortują do końca ich terenu. A te psy biegające luzem najczęściej nie zwracają już na mnie uwagi.

Czy jest się czego obawiać?

Po zaliczeniu kilku może kilkunastu biegów w wiejskich klimatach dochodzę do wniosku, że… nie. Bałem się, że trzeba się będzie odganiać od małych psów z wielkimi zębami, a okazało się, że to główne zagrożenie jest pokojowo nastawiane do biegaczy. Większe zdziwienie wywołuje u mieszkańców okolicznych wsi. Zdziwienie, ale nie szok. Znaczy, że już kiedyś wariata widzieli.

Zalety z biegania poza miastem

Nie odkryję, żadnego nowego lądu. Biegając poza głównymi drogami i z dala od zabudowań oddycha się świeższym powietrzem. Unika się ruchliwych skrzyżowań, co pozwoli na utrzymanie tempa biegu. No i nie ma znienawidzonej przez biegaczy kostki brukowej. Bieganie poza miastem pozwala na cieszenie się każdym treningiem na nowo. Zawsze jest jakiś nowy element, a biegnąc jakąś nową ścieżką nie spodziewasz się nawet dokąd ona może doprowadzić.

Teraz będzie się biegać tutaj. #forest #bieganie #las #running #nature #road

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kuba Osiński (@kuba.osinski)

39 dni do #warsawmarathon #bieganie #MyLittleAntSRun #running #nikeplus #nike #sunset

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kuba Osiński (@kuba.osinski)

Przede wszystkim zwiększa się motywacja do ciągłego biegu… Na wsi nie masz możliwości złapania autobusu, który może podwieźć w okolice domu. Tutaj trzeba pracować i zaciskać zęby. Podobnie jak w biegu w maratonie.

Zakaz srania! Tablica motywująca #MyLittleAntSRun #bieganie #motywacja #nikeplus #nike

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kuba Osiński (@kuba.osinski)

Wady biegania poza miastem

Niestety większość takich ścieżek biegnie drogami. Nie są najbardziej ruchliwe, ale zawsze trzeba uważać na samochody. W lecie i późną wiosną nie stanowi to jakiegokolwiek problemu, bo jest długo widno. Jesienią i zimą bieganie po wsi może się stać trochę bardziej ekstremalnym doznaniem. Obowiązkowo zaopatrzę się w odblaski. Świecące buty już mam.

Wadą jest również mała ilość biegaczy na trasach. Niby nie wpływa to na jakość biegu, ale fajnie jednak spotkać kogoś z takim samym poziomem porąbania.

A wy jakie macie doświadczenia z biegania poza miastem? Jest lepiej czy wolicie miasto?