Bieg w Chełmie to okazja do odwiedzin tego miasta po raz pierwszy w życiu. Był to dodatkowy bodziec do tego, żeby zapisać się na II Chełmski Półmaraton. Odpocząłęm już po 3. PZU Maratonie Lubelskim i byłem gotów podjąć wyzwanie w Chełmie.

Bieg w porównaniu mojego debiutu w półmaratonie bardzo kameralny, ale takie biegi to sama przyjemność. Nie nastawiałem się na jakiś rekordowy wynik, ale chciałem się zmieścić w przedziale 1h50′-1h55′.

IMG_0825.JPG

Pogoda

No i się doigrałem. Miałem w głowie odkąd się zapisałem na bieg myśl, że pewnie będzie gorąco i słonecznie. No i było. Zbyt ciepło i zbyt dużo słońca. Wiem, że jest późna wiosna i w końcu musi być ciepło, ale do biegania to nie są wymarzone warunki. Trochę mnie to ciepło wymęczyło.

Trasa

Trasa II Chełmskiego Półmaratonu z Duchem Bieluchem to mieszanka trasy lubelskiej i warszawskiej. Długie proste i kilka solidnych podbiegów mogło dać w kość. Trasa wiodła ulicami Chełma i ścieżką rowerową wzdłuż rzeki Uherki. Trasa malownicza, bo zaplanowana nie tylko w miejskim krajobrazie, ale też bardziej dzikim. Start usytuowany w Parku tylko wzmogło taki spokojny nastrój przed biegiem.

II Chełmski Półmaraton z Duchem Bieluchem

0-5 km

Pierwsze 5 kilometrów to bieg przez centrum Chełma. Zaraz po starcie musieliśmy się zmierzyć z pierwszym podbiegiem i to po ciekawej brukowanej nawierzchni. Później chwila cienia i delikatny zbieg, żeby znowu wspinać się i znowu spory zbieg.

5-10 km

Kolejne kilometry wiodły przez obrzeża miasta. Raczej po płaskim, a na końcu tego odcinka podbieg na początku ulicy Jagiellońskiej. Ciężki fragment, który kosztował mnie sporo sił, ale tempo utrzymywałem. Próbowałem też podczepić się pod jakąś grupę biegaczy, żeby mnie troszkę podholowali.

10-15 km

Początek kolejnego odcinka to podbieg, a później 3 kilometry delikatnie w dół wzdłuż ulic z domkami. Spokojna okolica, niestety zbyt spokojna, bo nie było dopingu, a tempo miałem całkiem obiecujące. 12km to wodopój z… nie wiem jak wolontariusze to zrobili, ale lekko schłodzonymi pomarańczami! Genialne.

15-21,097 km

Ostatni etap trasy to dwu kilometrowy odcinek ścieżką rowerową dość wąską, na jej końcu zmieniliśmy nawierzchnię i wróciliśmy na asfalt. To właśnie na tym odcinku troszkę za bardzo mnie dogrzało i nastąpił kryzys. Pierwszy raz od II Maratonu Lubelskiego przeszedłem w marsz. Nie na długo, ale się liczy. Dzięki Renacie i Krzyśkowi jednak kryzys odszedł i dobiegłem do mety. Ostatnie półtora kilometra to powrót na ścieżkę rowerową, ale już szerszą i finisz w parku.

Trasa ciekawa i malownicza, ale również bardzo wymagająca.

[fullwidth menu_anchor=”” backgroundcolor=”” backgroundimage=”” backgroundrepeat=”no-repeat” backgroundposition=”left top” backgroundattachment=”scroll” bordersize=”0px” bordercolor=”” borderstyle=”solid” paddingtop=”20px” paddingbottom=”20px” class=”” id=””]
[/fullwidth]

Wynik

Cel na ten bieg był prosty zmieścić się w 2h, a całą trasę pokonać biegiem, co po Maratonie nie było specjalnie trudne zadanie. Niestety ostatniego celu nie zrealizowałem w sumie przeszedłem jakieś 300 m, ale nogi już mi się nie kręciły.

Czas Brutto: 1h46’48”
Czas Netto: 1h46’34”
Miejsce w kat. Open: 114
Miejsce w kat. M18-35: 52

Oficjalne wyniki dostępne tutaj.

IMG_0831.JPG

Wrażenia

Generalnie jestem bardzo zadowolony z tego startu. Nie spodziewałem się tak fajnej organizacji biegu. Serio. Organizatorzy dali radę i fajnie to wszystko przygotowali. Takie biegi to właśnie esencja biegania. Małe (wszystko jest względne oczywiście), ale znakomicie przygotowane.

Pomimo kryzysu, który troszkę mnie wybił z rytmu wynik również jest zadowalający. Nie spodziewałem się wyniku lepszego niż w Warszawie, bo trasa dużo bardziej wymagająca i było dużo cieplej.

No i muszę zaktualizować informacje o moich LunarGlide’ach. Nie nadają się do biegania w upał! Fajnie się sprawdziły w chłodniejsze dni, genialnie w deszcz, ale upał to zdecydowanie nie dla nich.

(Visited 1 times, 1 visits today)