Koszulki, czyli wełna merynosów rządzi

9 komentarzy

Dzisiaj wpis biegowy o koszulkach. Odkąd biegam, korzystałem już z wielu koszulek.
Chyba jak większość początkujących używałem koszulek Kalenji z Decathlonu. Niestety po tym jak zużyłem 3 w ciągu jednego roku (wyglądały dalej ładnie, ale ta woń…) musiałem znaleźć alternatywę, która nie zje całego mojego budżetu. Myślałem nad technologią Nike DriFit (sprawdziła się przy koszulce do gry w kosza) i kilkoma innymi firmami. Jak zwykle z ratunkiem przyszła moja żona. W prezencie od niej dostałem koszulkę Icebreaker z wełny merynosów. Koszulka raczej turystyczna, ale teraz nie wyobrażam sobie biegania w czymś innym. Jest lekka, dobrze izoluje jak to wełna i doskonale się w niej czułem biegając całe lato, nie było mi w niej za ciepło (pomimo czarnego koloru), a w zimie za zimno.

2. Maraton Lubelski, Bieganie, sprzęt

Cenowo jednak wychodzi dosyć drogo, ale naprawdę warto wydać te parę złotych więcej. Moja letnia koszulka po całym sezonie i wielu długi wybieganiach wygląda jak nowa. Czytałem nawet o teście koszulki z wełny merino jakiego dokonał jakiś Australijczyk (o ile dobrze pamiętam) chodził w koszulce 365 dni bez prania, a ona wredna nie chciała zacząć śmierdzieć i już. Ja się nie posunąłem do tak ekstremalnych prób, ale potwierdzam nie śmierdzenie koszulki 🙂
Osoba, która wymyśliła, że wełna merino jest dobra do produkcji ubrań powinna dostać Nobla. We wszystkich dziedzinach.